Nauka na zewnątrz: co zmienia dobrze wyposażony teren
Pomysł prowadzenia lekcji poza salą nie jest nowy. Nowe jest to, że coraz więcej szkół i przedszkoli traktuje go poważnie na etapie inwestycji, a nie jako okazjonalny pomysł nauczyciela przy ładnej pogodzie. Powód jest praktyczny: teren, który nadaje się do zajęć, pracuje przez cały rok, a teren, który nadaje się wyłącznie do biegania, stoi pusty przez większość dnia.
Różnica między terenem do zabawy a terenem do nauki
Plac zabaw obsługuje przerwę. Teren przystosowany do zajęć obsługuje lekcję, a to inne wymagania.
Ten ostatni punkt jest kluczowy i najczęściej mylony. Tablica z nadrukowanym alfabetem nie uczy, bo niczego nie wymaga. Panel z kołami zębatymi, korytko wodne ze śluzami albo tor kulkowy uczą, bo dziecko wykonuje ruch i natychmiast widzi jego skutek. Firmy wyposażające placówki, w tym place zabaw dla szkół w ofercie Nowej Strefy, dzielą asortyment właśnie według funkcji, co ułatwia odróżnienie urządzenia interaktywnego od elementu dekoracyjnego.
Co realnie ćwiczy dziecko na dworze
Korzyści rozkładają się na trzy poziomy i tylko pierwszy jest oczywisty.
Do tego dochodzi efekt, który nauczyciele opisują najczęściej: zmiana miejsca resetuje uwagę grupy. Te same treści podane na zewnątrz wywołują inne zaangażowanie niż podane w sali po czterech godzinach lekcji.
Trzy błędy przy urządzaniu terenu do zajęć
Pierwszy to nadmiar tablic z treścią do czytania. Teren zapełniony planszami wygląda w projekcie ambitnie, a w praktyce przypomina korytarz wyniesiony na dwór. Dzieci wychodzą na zewnątrz po ruch, nie po lekturę.
Trzeci to pominięcie cienia. Teren bez zadaszenia i bez drzew w czerwcowe południe jest nie do wykorzystania, a przenoszenie zajęć z powrotem do budynku odbiera sens całej inwestycji.
Kwestie techniczne, o których trzeba pamiętać
Nawet urządzenia edukacyjne podlegają tym samym zasadom co reszta wyposażenia placu zabaw. Każde ma określoną wysokość swobodnego upadku i przestrzeń, która musi wokół niego pozostać wolna. Zgodnie z normą PN-EN 1176-1 przestrzeń upadku rozciąga się co najmniej 1,5 metra wokół urządzenia, a przy większych wysokościach liczy się ją ze wzoru uwzględniającego wysokość upadku. Nawierzchnia amortyzująca jest wymagana powyżej 0,6 metra wysokości swobodnego upadku, a jej właściwości potwierdza badanie według normy PN-EN 1177.
Druga rzecz to wysokość montażu. Panel dla oddziału przedszkolnego wisi niżej niż panel dla klas 1 do 3, a kilkanaście centymetrów różnicy przesądza o tym, czy dziecko korzysta z niego swobodnie. Przy dzieciach poruszających się na wózku liczy się dodatkowo twardy dojazd i wysokość odpowiadająca pozycji siedzącej.
Teren, który wraca w planie lekcji
Najlepszym sprawdzianem inwestycji jest to, czy po roku ktoś jeszcze z niej korzysta poza przerwami. Szkoły, którym to wychodzi, robią zwykle jedną prostą rzecz: ustalają z nauczycielami listę tematów, przy których teren będzie używany, i wpisują je do planu. Tablica z zegarem obsługuje temat o mierzeniu czasu, koryto wodne temat o obiegu wody, panel mechaniczny prostą fizykę.
Bez tej listy najlepiej wyposażony teren zostaje miejscem, w którym dzieci spędzają dwadzieścia minut dziennie. Z nią staje się drugą salą lekcyjną, tyle że bez ścian.
*- Artykuł sponsorowany.









