Babski kurnik – odcinek 42 – Nad nami “COŚ” jest
Wiara – niegdyś temat oczywisty. Większość ludzi była bogobojna i otwarcie wierząca, a w szafie znajdowała się specjalna para butów „na niedzielną mszę”.
Dziś postrzeganie wiary nieco się zmieniło. Zamiast wstawania na msze święte, wolimy w tą wolną niedzielę pospać i pochodzić po sklepach. Na uczestniczenie w nabożeństwach w tygodniu nie ma czasu z powodu pracy i dodatkowych obowiązków współczesnego świata, jak zakupy, kosmetyczka, fryzjerka, karate dziecka i aerobic.
Postrzeganie Boga, też uległo zmianie. Już nie jest nieomylny, a często oskarżamy Go o obojętność, czy złośliwość, gdy nie idzie po naszej myśli. Teraz łatwiej w towarzystwie powiedzieć, że jest się osobą niepraktykującą lub ateistą, niż, że się jest wierzącym. Wypieranie się wiary jest coraz bardziej „na topie”, a ludzie głośno mówią jak długo nie korzystali ze mszy świętej i spowiedzi, przekonani, że im dłużej- tym lepiej.
Byłam jedną z tych, którzy kościół omijali z daleka, mimo babci, która codziennie zmawiała różańce w intencji całej rodziny, a rodzice co niedzielę wybierali się na mszę.
Jednak życie lubi płatać figle – nagle nie doceniany dobrobyt, zmienił się w koszmar.
Moja siostra zachorowała. Z dnia na dzień nasze życie się zmieniło. Tułaczka po szpitalach i spoglądanie w twarze chorych, dzielących z nią pokój rozrywały moje serce na strzępy. Zabiegi, lekarstwa i chemioterapia spowodowały, że jej czarne, długie włosy wypadły, a skóra stała się cienka niczym papier. Nierówna walka z chorobą, sprawiała, że dni się ze sobą zlewały, a nadzieja, która początkowo, aż paliła nam skórę, przyćmiewała. Widmo utraty mojej bratniej duszy, najukochańszej siostry sprawiło, że zupełnie się pogubiłam. Budziłam się z pretensjami. Dlaczego ona? Żona, matka, córka i moja najukochańsza, jedyna siostra.
Mówią: „Jak trwoga, to do Boga” i to prawda. Pobiegłam do kościoła i modliłam się gorliwie. Nie wiem jakimi przymiotnikami określić cud, który dotknął naszą rodzinę. Moją siostrę wyleczono i znów się uśmiecha, doceniając każdy dzień. Udało się dzięki modlitwie i dobrym, przypadkowym ludziom, których napotkaliśmy na drodze. Mówię, że byli oni naszymi aniołami stróżami.
Gdy hucznie świętowaliśmy jej urodziny po przebytej chorobie, poszłam do kościoła. Wreszcie przeprosiłam za wszystkie słowa i czyny, na które On nigdy nie zasłużył, bo udowodnił mi, jak bardzo potrafi kochać.
Zaszła we mnie ogromna zmiana, ale jeszcze nie pełna. Wtedy dane mi było „przez chwilę” dzielić pokój z niesamowitą dziewczyną. Widziałam jak codziennie witała i żegnała dzień na kolanach. Nigdy nie zapominała by podziękować, nie wstydząc się przede mną- zupełnie obcą jej osobą. Często dyskutowałyśmy na tematy wiary, a ona nie próbowała mnie przekonać na siłę, aby wierzyć. Opowiedziała kilka historii, które udowadniały mi, że „coś tam jest”. Pewnie zupełnie nieświadomie umocniła moją wiarę i za to, jej dziś dziękuję (ponoć jest wierną czytelniczką babskiego kurnika). Także Blaise Pascal miał rację w swoim zakładzie: opłaca się wierzyć, w końcu nic nie tracimy, a jedynie możemy zyskać.
Wielu czytelników mogłoby teraz ze mną polemizować na tematy wiary. Uwierzcie mi, wiele razy zadawano mi pytanie na temat sprawiedliwości, nieomylności i wszechwiedzy Boga. Pytania, dlaczego Bóg pozwala umierać niewinnym dzieciom, dobrym ludziom- znam na pamięć.
Nie jestem wielką uczoną i trudno mi odpowiedzieć na te pytania. Dla mnie śmierć, jest dowodem na to, że nie jesteśmy niezniszczalni. Nad nami jest „coś” znacznie silniejszego, co jest w stanie z tobą wygrać w każdej chwili i nie liczą się dla niego żadne pieniądze, ani tytuły, tylko to, jak przeżyłeś swoje życie. Widząc jak umierają właśnie ci niewinni, uświadamiamy sobie, że chyba trzeba coś zmienić, bo zanim się obrócimy, może nas tu nie być.
Jest wiele rodzajów wiary, nie chcę nikomu narzucać swojej, dlatego zacytuję <znowu> moją babcię „Każdy będzie ułaskawiony dzięki swojej wierze. Bóg jest jeden, tylko my w niego nieco inaczej wierzymy”.
Dziś nie wstydzę się powiedzieć, że wierzę. Przyznam, że coraz częściej dziękuję Mu za każdy dzień i Jego opiekę oraz, że nie pozwolił odejść mojej siostrze.
Janka
Masz racje, jest coś do góry i codziennie dostajemy tego dowody,czasem małe ,ale zawsze.
piękne świadectwo, bardzo dobry, umacniający wiarę ” na co dzień ” artykuł 😉
Ludzie widząc klęczącą koleżankę, która zupełnie w życiu codziennym nie kojarzy się z wiarą i Bogiem pękają ze śmiechu. :)) Żeby wierzyc i dziekowac Bogu za to co mamy nie trzeba byc “przypałowym zamulem”, który zwykle kojarzy nam się z oazą i dziećmi Maryji. Mogę być normalnym człowiekiem, któremu w momencie znacznego przyspieszenia w czasie jazdy samochodem, wyjedzie przed siebie znienacka inny kierowca i którego z równie szybką prędkością po minucie zatrzymie policja, a nie mnie. W takich chwilach wołam na głos: BOŻE DZIĘKUJĘ CI !!!! Wyciszam radio, odmawiam Ojcze Nasz, po czym jadę dalej z ponownie głośnym radiem i śpiewaniem ulubionych “hitów”. Bój jest, tylko trzeba go WIDZIEĆ, bo im częściej my go dostrzegamy, tym częściej On nas 😉
P.S. Janka, dzięki za ten artykuł – nawet nie wiesz jaka we mnie narastała duma, kiedy ze mną składałaś te ręcę i mruczałaś cos pod nosem 🙂
🙂 Emi, uwierz, w “Oazie” i “Dzieciach Mary” są normalni ludzie 🙂 a nie- cytuję Cię: “przypałowi zamule”
Janka, bardzo Ci dziękuję za szczere świadectwo Twojej wiary. Dziękuję też Babci za modlitwę – nie ma modlitwy niewysłuchanej. Bóg zawsze czeka na człowieka, aż będzie gotowy przyjąć Jego Łaskę. Wiara jest łaską. Trafnie wybrałaś tytułowy rysunek – Oko Opatrzności Bożej. On nieustannie patrzy na nas z Miłością, nawet wtedy, gdy my o Nim wcale nie myślimy. Gdy odchodzimy daleko, On czeka i delikatnie przywołuje, wskazuje drogę. W życiu nie ma przypadków, chyba że – Boże Przypadki. On może pisać prosto po naszych krzywych liniach. Życie jest tylko jedno i sięga w wieczność. On tam na nas z Miłością czeka:) Jak mawiała moja Przyjaciółka, która przeszła już przez bramę śmierci : “Warto żyć dla PIĘKNEGO NIEBA”. Naprawdę – WARTO !